Porucznik Józef Czuma ("Skryty") - szkic do portretu.

Nie pochodził z Celestynowa, Otwocka, ani żadnej z okolicznych miejscowości, a jednak w historii naszego regionu odegrał ważną rolę.

Walczył w obronie Polski we Wrześniu 1939. Był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Należał do elitarnego grona 316 " cichociemnych ", skoczków spadochronowych Armii Krajowej, szkolonych w Anglii i przerzucanych do kraju w celu kierowania walką z okupantem.

Od końca września 1943 roku dowodził oddziałem dyspozycyjnym Kedywu Okręgu Warszawskiego AK, który wiele akcji zbrojnych przeprowadził w okolicach Otwocka i Celestynowa. Pierwsza akcja w Starej Wsi, następna pod Pogorzelą, a potem pod Celestynowem... do maja 1944 roku zorganizował ponad 20 akcji bojowych.

Porucznik Czuma nie przeżył wojny. Aresztowany przez gestapo w lipcu 1944 r. został zakatowany podczas przesłuchań lub rozstrzelany w ruinach warszawskiego getta. Nie wiadomo nawet czy i gdzie został pochowany. Jeszcze jeden z " kamieni rzuconych na szaniec " ...

W okresie powojennym postać Józefa Czumy uległa zapomnieniu. W ostatnich latach odsłaniano wprawdzie epitafijne tablice oraz pomniki upamiętniające czyny bojowe żołnierzy z oddziału " Skrytego ", jednak o samym dowódcy wspominało się niejako " przy okazji " . Tymczasem Józef Czuma nie zasługuje na zapomnienie. Patronem naszej szkoły jest od 2003 roku


Urodził się 6 lutego 1915 r. w podkrakowskich Niepołomicach. Maturę zdał w Bochni w 1934 roku, po czym wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie koło Ostrowi Mazowieckiej. Po jej ukończeniu, w roku 1938, i promocji na stopień podporucznika, został skierowany do służby w 11. pułku piechoty w Tarnowskich Górach.

We wrześniu 1939 roku podporucznik Czuma walczył z Niemcami pod Lwowem. Walczył dobrze. Odznaczono go Krzyżem Walecznych. Jak wielu żołnierzy Września po zakończeniu walk znalazł się w niewoli niemieckiej. Więziony był w Janowie Lwowskim. Uciekł stamtąd i przedostał się na Węgry. Umieszczony w obozie dla internowanych znowu ucieka z zamiarem dotarcia do Wojska Polskiego we Francji, do której przybył 9 marca 1940 roku.

Został dowódcą plutonu w samodzielnym batalionie strzelców w Coetquidan, a później w III batalionie 10. Brygady Kawalerii Pancernej.

Po klęsce Francji w wojnie z Niemcami Józef Czuma przedostał się do Wielkiej Brytanii. W odtwarzanym tam Wojsku Polskim dostał przydział do 14. pułku ułanów jazłowieckich, w którym służył do sierpnia 1942 roku.

Z trudem znosił pobyt na emigracji, monotonne wojskowe ćwiczenia i oczekiwanie na rzeczywistą walkę z wrogiem. Chciał być potrzebny już, chciał walczyć od zaraz. Dlatego podjął decyzję o powrocie do okupowanego kraju. Od 16 sierpnia 1942 do 31 stycznia 1943 przeszedł specjalistyczne szkolenie w zakresie dywersji. W listopadzie 1942 roku złożył przysięgę żołnierza Armii Krajowej. Został cichociemnym. Przyjął pseudonim " Skryty " . Uzyskał awans na stopień porucznika.


W nocy z 17 na 18 lutego 1943 r. odleciał samolotem do Polski i został zrzucony na spadochronie na placówkę odbiorczą o kryptonimie "Puchacz", położoną w pobliżu Łosic. Pisze o tym Ryszard Nuszkiewicz, cichociemny, dobry znajomy Józefa Czumy:

" Spośród cichociemnych porucznik " Skryty " był pierwszym pechowcem, u którego wystąpiły zdrowotne komplikacje. Jego ekipa wysłana z Wielkiej Brytanii w dniu 17 lutego 1943 r. miała wyjątkowo trudny skok. Zrzuceni za nisko, lądowali twardo i każdy w efekcie uległ jakiejś kontuzji. Wygimnastykowane nogi cudem wytrzymały uderzenie. Józek doznał obrażeń skóry na karku. Ale niedługo okazało się, że dorobił się także poważnego urazu żołądka. Nie było innej rady jak tylko operacja. W kwietniu powędrował do szpitala Czerwonego Krzyża, gdzie przebywał pod fałszywym nazwiskiem i czułą opieką wtajemniczonych pielęgniarek oraz " ciotek " . Utrzymywałem z nim kontakty i odwiedzałem często cierpiącego kolegę. " (...)
" Skryty " po opuszczenia szpitala zamieszkał u szwagierki gen. Andersa przy ulicy Daniłowiczowskiej. Znajome panie z alei Waszyngtona 20 i z ulicy Daniłowiczowskiej szybko się dogadały i ustaliły, że " Skryty " (nazywany też Ziutkiem) jako rekonwalescent powinien jechać do Świdra. Trzeba przyznać, że był mężczyzną wyjątkowo twardym, nie cackał się ze sobą i nie zmienił trybu życia, jaki prowadził przed operacją. - Uważaj Józek, bo jeszcze ci brzuch pęknie - upominałem kolegę. - Nie ma obawy - odpowiadał. - Z braku lepszego materiału szewską dratwą mnie zaszyli. "

W końcu sierpnia 1943 roku Józef Czuma powrócił do zdrowia. Był pełen energii. Z niecierpliwością oczekiwał decyzji przełożonych. We wrześniu 1943 roku objął dowództwo podwarszawskiego oddziału dywersyjnego nazywanego odtąd jego pseudonimem. Wacław Szczepkowski, żołnierz z tego oddziału, tak zapamiętał kontakt z nowym dowódcą:

" Inaczej go sobie wyobrażałem - wspomina - przed naszym pierwszym spotkaniem, gdy zostaliśmy poinformowani, że naszym trzecim z kolei dowódcą zostanie skoczek spadochronowy z Anglii. Średniego wzrostu, krępy, jasny blondyn o charakterystycznych wąsikach, w luźnym sportowym płaszczu i kapeluszu nie robił wrażenia zawodowego oficera. Czy był naprawdę skryty? Moim zdaniem nie. W stosunku do ludzi był bezpośredni, szczery i otwarty, z dużą dozą jakby pewnego rodzaju pobłażania. Wydaje mi się również, że opanowywał go czasami jakiś dziwny, trudno wyczuwalny pesymizm, a może to były już złe przeczucia tego, co go miało ostatecznie spotkać. "

Jesienią 1943 roku oddział " Skrytego " składał się z czterech grup bojowych (około 100 żołnierzy), które były zlokalizowane wzdłuż "linii otwockiej" w rejonach Świdry - Wiązowna, Radość, Falenica i Rembertów.

Pod dowództwem por. Czumy znacznie wzrosła aktywność bojowa oddziału. Do połowy roku 1944 przeprowadził on ponad dwadzieścia akcji zbrojnych: wykoleił niemieckie pociągi wojskowe pod Pogorzelą, Celestynowem, Śródborowem i Skrudą, zniszczył dokumenty w urzędach gmin w Karczewie, Michalinie, Wiązownej i Rembertowie oraz w urzędach pracy w Otwocku i Falenicy, przeprowadził akcje likwidacyjne, walczył w obronie radiostacji i magazynu broni. W akcjach tych zadano wrogowi istotne straty: co najmniej kilkuset żołnierzy niemieckich zabitych lub rannych, zdezorganizowany ruch kolejowy, wykonane wyroki na gorliwych współpracownikach okupantów. Trudno policzyć jak wielu Polaków uniknęło represji dzięki zniszczeniu przez żołnierzy "Skrytego" dokumentów ewidencyjnych i zakłócaniu pracy niemieckich urzędów.

Henryk Witkowski, oficer AK często współpracujący z Czumą, dobrze zapamiętał spotkanie z oddziałem " Skrytego " na zbiórce przed atakiem na pociąg niemiecki w Pogorzeli. Wspomnienie to zamieścił w książce przed pod tytułem " Kedywiacy " :

" Gdy na miejscu koncentracji zobaczyłem ten oddział, oczy stanęły mi kołem z wrażenia. Prawie wszyscy mieli na sobie białe przeciwśniegowe okrycia ochronne i karabiny, cześć ludzi miała na głowach hełmy, a na stojącej obok podwodzie jeżyły się lufy karabinów maszynowych. Karność jak w normalnym oddziale regularnego wojska, ale jednocześnie wyczuwało się, że nie jest ona wymuszona, lecz zrodzona z koleżeństwa wiążącego tych ludzi ze sobą i z dowódcą. "

W dalszym ciągu wspomnień tak opisał dowódcę oddziału:

" Podobał mi się ten " cichociemny " . Był średniego wzrostu, o krępej i mocnej budowie ciała, a jego jasnoblond włosy o odcieniu dojrzałej pszenicy kontrastowały z lekko zaczerwienioną i trochę pocętkowaną piegami twarzą. Gdy uśmiechał się, błyskając zębami spod krótko przystrzyżonego wąsika, sprawiał wrażenie wilka, który - jak ten z bajki o Czerwonym Kapturku - wdzięczy się do babci przed jej połknięciem. " Skryty " nie był pesymistą. Najdokuczliwszym gryzącym go molem była serdeczna troska o zapewnienie znośnych warunków bytowania dla swych podwładnych. "

I znowu kilka słów o jego żołnierzach:

" Oddział por. " Skrytego" wyspecjalizował się w przeprowadzaniu uderzeń odwetowych na pospieszne pociągi wojskowe, przeprowadzając ogółem siedem tego rodzaju akcji. Trzeba przyznać, że pod tym względem nie mógł mu dorównać żaden oddział warszawski. W akcjach tych poza poważnymi stratami w taborze kolejowym Niemcy stracili według poufnych informacji ponad tysiąc zabitych i rannych żołnierzy, a to już była liczba, która coś znaczyła w wojennym rozrachunku. "

Oficerowie AK, a zwłaszcza cichociemni, byli przez okupantów szczególnie poszukiwani. Gestapo wyśledziło " Skrytego " w kwietniu 1944 roku. Ale aresztować go wcale nie było łatwo.

" W pierwszych dniach maja - wspomina Henryk Witkowski - " Skryty " przyszedł na umówione spotkanie (...) wyjątkowo zdenerwowany. Przed dwoma czy trzema dniami, gdy wysiadł na dworcu Warszawa Główna z pociągu elektrycznego i przechodził peronem w stronę wyjścia, zauważył, że zbliża się do niego kilku cywilów o jednoznacznym wyglądzie, a z tyłu blokuje mu drogę dwóch umundurowanych policjantów niemieckich. Nie namyślając się długo " Skryty " wykonuje niemal akrobatyczny skok tuż przed ruszającym z miejsca pociągiem, pod osłona zasłaniających go wagonów przebiega przez tory na sąsiedni peron i udaje mu się w ostatniej chwili wskoczyć do pociągu elektrycznego akurat odjeżdżającego w kierunku Dworca Wschodniego. Uniknął w ten sposób aresztowania, ale nie ulegało wątpliwości, że został " spalony " . Albo wpadł w oko jakiemuś konfidentowi działającemu na linii otwockiej, albo jego rysopis pozostawił gestapowcom Ziegler, z którym przecież " Skryty " rozmawiał twarzą w twarz podczas tragicznej w skutkach akcji na Arbeitsamt w Otwocku. Choć nic nie wskazywało, że cały jego oddział został rozszyfrowany, zaistniała sytuacja zmusiła " Skrytego " do zachowania większej ostrożności i ograniczenia kontaktów ze swoim oddziałem do niezbędnego minimum, a tym samym chwilowego wstrzymania jego działalności bojowej. "

Nasz bohater przez kilka tygodni szczęśliwie wymykał się śledzącym go Niemcom. Do czasu:

" W początkach czerwca stracono nagle kontakt ze " Skrytym " . (...) Po kilku dniach dotarły do dowództwa wiadomości, że " Skryty " został aresztowany w chwilę po wyjściu z Dworca Głównego. Widocznie gestapo, mimo niepowodzenia w pierwszej próbie aresztowania, nie zrezygnowało z tak łakomego kąska i z cierpliwością pająka rozsnuwało swe sieci. Dopadli go wreszcie, ale tym razem nie starali się osaczyć go na peronie. Pozwolili mu wyjść na ulicę i w momencie, gdy dochodził do skrzyżowania Alei Jerozolimskich z Marszałkowską wciągnięto go do czekającego obok samochodu. Od tej chwili po " Skrytym " zginął wszelki ślad. Według niesprawdzonych wiadomości został rozstrzelany na Pawiaku na kilka dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Nie doczekał chwili zbrojnej rozprawy z wrogiem.
W oddziale por. " Skrytego " natychmiast po aresztowaniu dowódcy zmieniono lokalizację magazynów broni oraz miejsca zamieszkana ludzi, z którymi utrzymywał bezpośrednie kontakty. Nic jednak nie wskazywało na możliwość poważniejszej " wsypy " . Widocznie rozpracowany był tylko sam " Skryty " , a fakt braku konsekwencji jego aresztowania dowodził, że potrafił milczeć i wytrzymywał badania w gestapowskiej katowni przy alei Szucha. "

Por. Józef Czuma odznaczony został pośmiertnie orderem Virtuti Militari V klasy.

Z opinii dowódców o "Skrytym" :

" ...inteligentny, solidny, pilny i zdecydowany. Miły w obejściu. Silny charakter, wywiera dodatni wpływ na otoczenie, posiada wszelkie kwalifikacje na dobrego dowódcę. Bardzo pracowity, odważny i pewny. Koleżeński. Orientacja bardzo dobra. Duże zdolności organizacyjne i wychowawcze. Lojalność służbowa i patriotyzm bez zastrzeżeń. Fizycznie bardzo wytrzymały. Ogólnie bardzo dobry. "

Taki był Patron naszej szkoły. Pragniemy być godni Jego Imienia.